Czy poprawiać urodę…? Czy też nie…?

make-up

Czy poprawiać urodę…? Czy też nie…? Myślę, że na te pytania nigdy nie uda się uzyskać jednoznacznej odpowiedzi. Gdyż każdy z nas, ma na ten temat inne zdanie. Dzisiaj podzielę się moimi przemyśleniami, ale nie ukrywam jestem ciekawa Waszych…

Uroda… pojęcie względne…

Na przełomie wieków, kanon urody się zmieniał i w zasadzie nie trzeba patrzyć w setki lat do tyłu, gdyż zmienia on się wręcz sezonowo. Każdy kraj, a raczej każda narodowość preferuje inny. W jednych przypadkach, jest on bardzo zbliżony do tego, co znamy, a w innych, tak daleko odbiegający od naszych wyobrażeń, że wręcz jest dla nas odpychający a nawet przerażający.

Przykładem może być plemię Padaung, zamieszkujące w północnej Tajlandii. Sami określają się terminem Kayan. Potoczna nazwa plemienia pochodzi od słowa „Padaung”, które dosłownie znaczy „miedziane obręcze” i nawiązuje do typowej ozdoby kobiet należących do tego ludu.

Dziewczynka z plemienia Pagaung  Kobieta z plemienia Padaung

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Już od najmłodszych lat, stopniowo przygotowuje się kobiety do nietypowego wizerunku, który jest w jakiś sposób ich więzieniem. Pierwszy pierścień zakłada się dziewczynce, gdy ma okołu 5 lat. Pierścień ma grubość około 1,5 cm. Co roku dokłada się następne.W rezultacie ich masa dochodzi do 10 kg. W przypadku zdrady ze strony kobiety, zdejmowano je a kobieta umierała w wyniku złamania szyi, bądź też była skazana na leżenie w bezruchy, gdyż nieużywane i zniekształcone, mięśnie szyi nie były w stanie utrzymać głowy.

Wróćmy na nasze podwórko…

W porównaniu z powyższym, to obecne tendencje poprawiania urody, obowiązujące w kulturze bliższej naszemu sercu, nie są tak drastyczne. W odniesieniu do powyższego, nasze poprawki to pikuś… myślimy sobie, a co tam… trochę „tapety” czy też  „ulepszaczy” nie zaszkodzi… nie zabije… Niestety,  nieraz lubimy popadać w przesadę, a to nie zawsze daje pozytywne efekty.

Ekstremalny makijaż…

Mało jest kobiet, które nie lubią makijażu. Wydajemy spore kwoty na uzupełnienie naszych zbiorów w podkłady, cienie, szminki, pędzle.. i można by tak wymieniać w nieskończoność…:) Puki robimy to z umiarem, jest wszystko ok. Gorzej jak na makijaż poświęcamy po kilka godzin dziennie, a po jego wykonaniu, nawet najbliżsi mają problem z rozpoznaniem, czy to jesteśmy my..:)

 

Medycyna estetyczna…

Ma bardzo szerokie pole działania. Pierwotną jej ideą było pomaganie ludziom w odzyskaniu siebie, po poważnych wypadkach, które zdeformowały ich wygląd, czy też poprawieniu wrodzonych wad. Z czasem jej działania, coraz bardziej zaczynały być nakierowane na poprawianie urody, nie z konieczności zdrowotnych, lecz na wyraźne życzenie pacjenta.

Odkrywano rożne związki, których pierwotnym zadaniem była pomoc pacjentom. Do takich należy między innymi powszechnie znany botox. Jest to naturalna toksyna botulinowa, potocznie nazywana jadem kiełbasianym. Toksyna ta w pierwszym okresie znalazła zastosowanie w okulistyce i neurologii. Gdy przez przypadek odkryto jej dodatkowe działanie – wygładzanie zmarszczek, to stała się ona przez długi okres niepodważalną królową, która wiodła swój prym w medycynie estetycznej.

Z czasem gama produktów poprawiających urodę zaczęła się rozrastać, gdyż w ekspresowym tempie wzrastało zapotrzebowanie na zabiegi poprawiające wygląd. Z reguły są one bezpieczne, pod warunkiem, że będzie się do nich podchodziło z umiarem. Jednak należy pamiętać, że decydując się na wykonanie takich zabiegów należy konieczne skierować swoje kroki do specjalisty. Jednak taka wizyta nie należy do tanich, ale w zamian mamy tę pewność, że nie powinna nas spotkać żadna przykra niespodzianka.

Są też tańsze oferty, których należy unikać jak ognia, gdyż są często powiązane z niedostatecznymi umiejętnościami oraz tanimi, nie do końca sprawdzonymi „wypełniaczami”. Wtedy można się niemile zaskoczyć. Efekt… twarz gładka jak papier, zero mimiki, usta jak ryba, a w bardziej ekstremalnych wypadkach jak glonojad, pośladki nienaturalnie napompowanie.

Niestety, nawet osobom z pierwszych stron gazet zdarza się, że trafiają do pseudo-fachowców, bądź też popadają zaklęte koło poprawiania urody, które ostatecznie przynosi efekty jak w filmiku poniżej :

Czy warto przesadzać…

Jedni uważają, że dzięki takim zabiegom czują się znacznie lepiej. Ale jakby się tak głębiej zastanowić, to mam wrażenie, że nadmierne korzystanie z zabiegów może nie zabija naszego ciała, ale zdecydowanie zabija naszą duszę… nasze ja… naszą osobowość i tożsamość. Gdyż to, co mamy i czujemy wewnątrz siebie, gryzie się z tym, co jest na zewnątrz.

Na ulicach dużych miast, okładkach czasopism czy też na ekranach tv, widzimy wiele pięknych kobiet, lecz duża cześć z nich, wygląda tak jakby była stworzona z jednej matrycy. Te same kości policzkowe, te same nosy, te same usta…

Uroda jest w nas…

Nie jestem przeciwniczką poprawiania urody, ale należy robić to z rozsądkiem.  Dlatego jestem bardziej za jej delikatnym podkreślaniem niż całkowitym zmienianiem. Podobnie jak wiele kobiet, mało kiedy wyjdę z domu bez lekkiego makijażu. Wyjątek stanowi przechadzka po ogrodzie z psem lub kosiarką…:))

Każda nasza zmarszczka, piegi, czy też nadmierna mimika, jest nierozerwalna z naszym wewnętrznym ja, które stanowi o nas samych, o naszej  osobowości i tożsamości. Jednym słowem, nasza uroda zewnętrzna pochodzi z naszego wnętrza. Jeśli czujemy się szczęśliwe, to bije od nas blask, który przyciąga spojrzenia i zachwyt. Dlatego postawmy na pozytywne nastawienie do nas samych i otaczającego nas świata. Zmieniajmy go na jeszcze lepszy, a wtedy nie będziemy czuły pokusy aby wbrew naszemu ja, zmieniać siebie od zewnątrz…

Pięknie o naszym wewnętrznym i zewnętrznym pięknie mówi Beata Pawlikowska w filmiku, którego tytuł mówi sam za siebie…:)

 

Z ostatniej chwili…

Krótko po opublikowaniu postu dostałam na maila, od stałej mojej czytelniczki Grażyny… tak tej od przepisów Grażynki..:)… kilka zdjęć starszej pani, którą się Grażyna opiekuje. Starsza Pani mieszka w Belgii i ma na imię Daisy, ale wszyscy do niej beż wyjątku mówią babciu.

Jest ruchliwą i błyskotliwą kobietą, która w tym roku obchodzi jedynie 103 lata!!!… i nigdy, nawet do głowy jej nie przyszło aby poprawiać urodę…:))

Babcia Daisy

Babcia Daisy

Babcia Daisy

Babcia Daisy

Daisy z Grażyną

Babcia Daisy z Grażyną

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Babcia Daisy jest żywym przykładem mojej filozofii życiowej, że człowiek bez problemu może dożyć do 120 lat, a przy obecnej wiedzy medycznej nawet i dłużej. I nie są mu potrzebne żadne „ulepszacze”, bo bez nich, mimo 103 lat, jest ciągle piękny ciałem i duchem…:)))

14 Comments

  1. Jerzy Wilman napisał(a):

    Wydaje mi się że postawiłaś pytanie retoryczne. Bo co to znaczy poprawić urodę? Dla jednych zrobienie z siebie Michaela Jacksona, dla drugich Barbie? Wydaje mi się, że korekta urody owszem, ale w granicach rozsądku. Tak, aby nie przegiąć i nie zniekształcić sobie ciała. Chociaż ludzie różnie to odbierają. Mnóstwo za i mnóstwo przeciw. Fajny artykuł – ciekawy temat. Sam kiedyś chciałem pójść na operację plastyczną i poprawić co nieco w ciele. Tłuszczyk usunąć. Wystraszyłem się jednak po pierwsze ceny, a po drugie doszedłem do wniosku, że… że jest mi to nie potrzebne. Pozdrawiam, zerknij do mnie i powiedz, jak Ci się podoba nowy wystrój mojej strony http://inn.media.pl? Pozdrawiam Jerzy Wilman

    1. Viola napisał(a):

      Cieszę się, że artykuł przypadł Ci do gustu, szczególnie problem w nim poruszany… i masz racje, nie ma jednoznacznej odpowiedzi… A co do Twojej strony, to obecny motyw zdecydowanie bardziej do mnie przemawia niż poprzedni. Proponuję zostawić obecną wersję..:)

  2. Grażyna napisał(a):

    Witaj . Jak pięknie można zyć z urodą własną potwierdza.zdjęcie babci ktora w maju br będzie mieć 103 lata
    /zdjecie masz na mailu możesz pokazać na blogu.
    Dlatego ja mimo 60+nie poprawiam urody a wręcz nie mogę się doczekać pasemek naturalnego srebra
    Pozdrawiam

    1. Viola napisał(a):

      Dzięki Grażynko za zdjęcia…:) Postaram się tak skorygować wpis, aby wrzucić tam zdjęcia Twojej Babci…buźka dla Ciebie i babci..:)

  3. Jerzy Wilman napisał(a):

    Grażyno, podziwiam. Jesteś chyba jedyną kobietą która czeka na pasemka siwizny 🙂 Jerzy Wilman z Inn.Media.Pl

    1. Viola napisał(a):

      Jest co podziwiać Jerzy…Grażynka jest wyjątkową kobietą…:)

  4. Grażyna napisał(a):

    Aby nikt nie pomyślał że to są zdjęcia. z lamusa To są rzeczywiscie aktualne.zdjęcia. Dodam,że babcia ma jeszcze 19 swoich zębów.lubi polskie smaki oraz wie kto to Donald Tusk.

    1. Viola napisał(a):

      Twój komentarz uzupełnił mój wpis, więc o babci wiemy nieco więcej… Uściskaj ją ode mnie i pokaż jej, że piszą o niej w Internecie, może się ucieszy…:)

  5. LojalPat napisał(a):

    Każdy w sumie ma inne potrzeby ,inne spojrzenie na życie…ja nie jestem przeciwna ,podobnie jak Ty ale aby nie przesadzać..panie podobne do sztucznych lalek za bardzo mi się nie podobają ale co tam , niehj każdy robi co chce przez to świat taki ciekawy:):
    Pozdrawiam

    1. Viola napisał(a):

      Zgadzam się z Tobą… ile ludzi tyle potrzeb…:) Jedni znają umiar, inni nie… najważniejsze, aby czuć się dobrze we własnym ciele..:) Pozdrawiam… :))

  6. Jerzy Wilman napisał(a):

    Wracam jeszcze raz do tematu. Zgoda z własnym ciałem jest trudna. Sam nie znam za wiele osób, które z czystym sumieniem mówią mi – niczego nie chciałbym zmieniać. Ciągle wspominam epizod ze swojego życia, nie tak dawny, gdy chciałem pomniejszyć sobie biust. Serio. Natura i wiek nieco przesadziły u mnie w tym miejscu. Mimo że ważę 80 kg przy 175 cm, więc dla 60-latka nieźle, przeszkadzało mi wybrzuszenie plażowe. Brzuszka nie mam, a biuścik – skromy ale… Dałem sobie spokój. Cena to 17000 zł. Szaleństwo. Pewnie ćwiczenia pomogłyby. Nawet je uprawiam, o ile piwkowanie można ćwiczeniami nazwać 🙂

    1. Viola napisał(a):

      Myślę, że każdy na jakim tam etapie swojego życia, myślał sobie… że gdyby miał pieniędzy jak lodu, to chętnie skusiłby się na poprawienie tego czy owego. Jednak wydaję mi się, że jakby faktycznie opaczność obdarzyła go majątkiem ponad miarę, to niekoniecznie zrobiłby to, o czym w myślał w skrycie :))

  7. Hania napisał(a):

    Ja, kobieta 50 plus, staram się gonić, nadążać, obserwować i korzystam z medycyny estetycznej po to aby sprawić sobie przyjemność i chociaż trochę zatrzymać czas. Nie inwestuję w bardzo drogie kremy, bo wolę zabiegi. Cieszę się z postępów medycyny, w tym estetycznej. Dbanie o urodę wchodzi w inny wymiar, tak jak zmienia się nasze życie w porównaniu z poprzednim pokoleniem. Dbanie o zęby też się zmieniło. Chyba nikt nie krytykuję implantów, mostów, licówek itp. A umiar wskazany we wszystkim, także w piciu i jedzeniu.

    1. Viola napisał(a):

      Witaj Haniu..:) zacznę od końca… czyli umiar… a widzę,że należysz do tych co się do niego stosują..:) Ja też delikatnie poprawiałam to, co natura mi poskąpiła…czyli makijaż permanentny brwi. Ale mój organizm, to jest taka dziwna bestia, że wszystko odrzuca… Mimo poprawek, w mgnieniu oka „wypłukał” się cały pigment. Ostatecznie dałam sobie spokój. Mam też lwią zmarszczkę, która mnie wkurza na maksa… ale też interwencja z zewnątrz nie została przyjęta.. Jednym słowem nie jestem na nie, bo sama też próbowałam…ale jestem za rozsądkiem i umiarem zarówno w medycynie estetycznej jak i w makijażu. Pozdrawiam serdecznie…:)

Zapraszam do podzielenia się komentarzem ...:))

%d bloggers like this: