Mikołajkowe wspomnienia…

      Dopadły mnie Mikołajkowe wspomnienia… a to chyba temu, że dzisiaj mamy Mikołaja albo Mikołajki, jak kto woli. Nadejście tego dnia otwarło drzwi do wspomnień. Nigdy tak specjalnie nie zastanawiałam się skąd ten Mikołaj się wziął… po prostu był i już..:))

       Z ciekawości przejrzałam internet, aby uporządkować swoją mglistą wiedzę jak to się stało, że pojawił się w naszej tradycji. Na jego temat odnalazłam wiele informacji, jednak najczęściej pojawia się ta, która mówi, że według tradycji chrześcijańskiej św. Mikołaj był biskupem Miry – krainy znajdującej się na terenie obecnej Turcji. Był on pierwowzorem postaci rozdającej prezenty dzieciom.

      Jest też wiele legend mówiących co skłoniło św. Mikołaja do wspierania potrzebujących. Jedna z nich głosi, iż pewien człowiek popadł w bankructwo i postanowił oddać swoje córki do domu publicznego. Aby je przed tym uchronić, św. Mikołaj miał wrzucić w nocy przez komin trzy sakwy monet, które rozsypały się do pończoch i trzewików suszących się przy kominku.

     Prawdopodobnie, był to moment kiedy św. Mikołaj zaczął systematycznie dzielić się swoim majątkiem z biednymi, nie ujawniając swojej tożsamości. Biednym pannom ofiarowywał posag, żebrakom jedzenie. Zawsze pomagał w nocy, aby go nie rozpoznano. Nikt też dokładnie nie wie kiedy zmarł, lecz podaje się datę 6 grudnia. Najprawdopodobniej na jego cześć, właśnie w tym dniu ustanowiono tradycję dzielenia się upominkami.

Jak teraz obchodzimy Mikołaja…

     Obecnie różnie obchodzi się ten dzień. W jednych regionach, w wigilię tego dnia dorośli wkładają dzieciom prezenty pod poduszkę. W innych jest zwyczaj odwiedzania domów przez Mikołaja razem z aniołkiem i rogatym diabłem. Mikołaj przepytuje dzieci z pacierza i pyta rodziców o ich zachowanie. Grzecznym wręcza łakocie, tym złym daje rózgi. Ponadto bardzo powszechne są spotkania Mikołajkowe w zakładach pracy, szkołach a nawet w galeriach handlowych.

Co mi się podobało w tej tradycji…

     Jak byłam dzieckiem, to w moim domu był kultywowany zwyczaj wkładania prezentów pod poduszkę, może nie dosłownie, bo prezenty przeważnie leżały przy łóżku. Bardzo lubiłam te mikołajkowe poranki,  gdy budziłam się a upominek już na mnie czekał. Chciałam zawsze uchwycić moment kiedy rodzice położą prezent, aby podważyć ich słowa, że robi to św. Mikołaj. Chyba od zawsze wiedziałam, że św. Mikołaj to wymysł dorosłych..:))

     Ten sam zwyczaj wprowadziłam w moim domu i chyba, moje dzieci, podobnie jak ja, polowały na moment, aby przyłapać mnie na podrzucaniu prezentów..:)) Bardzo lubiłam ten, a właściwe tylko ten element tradycji i myślę, że lubiły go też moje dzieci. Nawet teraz, gdy w tym okresie zawitają do domu, to nad ranem podrzucam do ich pokoi drobne prezenty..:))

Co mi się nie podobało…

    Natomiast nie znosiłam, tak zwanych publicznych Mikołajek… jest to moje określenie i zaliczałam do niego wszelkie Mikołajki organizowane w zakładach pracy oraz w szkołach.

     Nie wiem, które wywoływały u mnie większy stres… chyba jedne i drugie. Tyle, że te drugie dużo dłużej trwały, a te w zakładzie pracy skończyły się wraz z ukończeniem przeze mnie dziesięciu lat. Potem już miałam spokój i nie musiałam się produkować z wierszykami, przed jak to określałam przebierańcami. Najbardziej nie znosiłam wchodzić im na kolana i pozować do zdjęcia.

     Nieraz jak oglądam filmy familijne i była scena, jak taki maluch drze się wniebogłosy, bo nie chce tego całego zamieszania z Mikołajem, to świetnie go rozumiem. Bo gdybym tylko mogła, to też bym się darła, byle mi dali spokój. Wiedziałam jednak, że takim zachowaniem zrobiłabym przykrość rodzicom. Więc mimo, że strasznie się męczyłam robiłam to, czego ode mnie oczekiwali dorośli. Z utęsknieniem czekałam na okres, aż będę na tyle duża, iż zostanę wyklucza z obowiązku pogaduszek z Mikołajem.

santa-claus

      Te doświadczenia sprawiły, że nigdy nie przymuszałam moich dzieci do takich spotkań. Lecz ze względu na mocno zakorzeniony zwyczaj Mikołajek zakładowych, nie zawsze udało się ich uniknąć. Na jednym z takich spotkań, wręcz czułam jak moje dziecko ma te sama odczucia co ja w dzieciństwie. Zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, aby w miarę bezstresowo przetrzymało to spotkanie, a najbardziej chroniłam je przed obowiązkiem wdrapywania się na mikołajowe kolana.

      Zastanawiam się, czy wszystkie dzieci tak mają… i czy cały ten misternie przygotowywany spektakl, z myślą o naszych pociechach, sprawia choć połowie z nich przyjemność…

Drugi zwyczaj…

      Był jeszcze drugi zwyczaj, który trwał zdecydowanie za długo, bo jeszcze był kultywowany w liceum. Jak domyślacie się, chodzi o Mikołajki szkolne. U nas wyglądało to w ten sposób, że na dwa tygodnie przed Mikołajem, robiono losowanie i każdy wybierał los z imieniem osoby, dla której miał przygotować upominek za określoną kwotę.

      Była to dla mnie straszna męczarnia. Zawsze miałam obawy, że obojętnie co nie przygotuję, to danej osobie nie przypadnie to do  gustu. Nie znosiłam tej całej otoczki, a potem tego oceniania, kto co dostał, kto dostał lepszy lub gorszy prezent. Zawsze mi się wydawało, że mój nie jest dostatecznie dobry. Żyłam w stresie przez cały miesiąc. Pierwsze dwa tygodnie martwiłam się kogo wylosuję i co mam tej osobie kupić. Następne dwa tygodnie, trapiłam się czy ten ktoś był zadowolony. Wiem, że dalej w szkołach jest praktykowany ten zwyczaj i chyba jest to najgorsze rozwiązanie z możliwych.

Moje nowe zwyczaje…

   Bazując na moim złym doświadczeniu, to lata temu, gdy pracowałam jako nauczyciel, całkowicie zmieniłam formę obchodzenia Mikołajek. Ustaliłam z rodzicami, że to nie dzieci mają sobie wzajemnie robić prezenty, lecz my dorośli przygotujemy dla wszystkich jednakowe paczuszki. Zależało mi aby żadne dziecko nie musiało przechodzić przez ten ogromny stres, jaki mnie dopadał w okresie Mikołajek.

    Mikołajki powinny być dniem radości i uśmiechu. Teraz gdy jesteśmy już dorośli, wiemy co nam tak bardzo kiedyś przeszkadzało, potrafimy to zmienić. Sprawmy aby nasze dzieci, nie musiały męczyć się tego dnia, lecz niech uśmiech radości i szczęścia gości na ich twarzach przez cały ten dzień.

christmas-boy

Dzisiejsze zdjęcia pochodzą ze strony pixabay.com.

wspomnienia

Wspomnień czar…

Zapraszam do podzielenia się komentarzem ...:))

%d bloggers like this: