Święta, święta… i po świętach..

      Święta, święta ..  i po świętach… Przygotowywaliśmy się do nich cały miesiąc, a niektórzy i dłużej. Spora część moich znajomych już na początku listopada rozpoczęła świąteczne sprzątanie, a raczej nazwałabym to mega sprzątaniem. Nie wiem jak w innych regionach Polski, ale tu gdzie mieszkam, to świąteczne porządki polegają na upraniu, wyszorowaniu i umyciu prawie wszystkiego co znajduje się w domu i co się tylko do takich czynności nadaje…:))

    Z jednej strony mega porządki są ok, bo raz na jakiś czas, takie gruntowne przetrzepanie domu jest potrzebne. Jednak z drugiej strony, to ktoś kto przechodzi przez te wszystkie etapy przedświąteczne… sprzątanie, gotowanie, strojenie i nie wiadomo co tam  jeszcze… to jak przyjdą te oczekiwane świąteczne dni, to pada na fotel wykończony i szczęśliwy, że już się ta gonitwa skończyła.

Świąteczne objadanie…

     Potem pilnujemy się nawzajem aby nasze wysiłki nie poszły na marne, szczególnie ostatni etap przygotowań – gotowanie. Szykujemy i szykujemy… obowiązkowo 12 potraw musi być… a i tak robimy tego znacznie więcej. Przeważnie jedzenia jest tyle, że wojsko by się wykarmiło..:)).  A, że w domu żadna jednostka nie stacjonuje, to podsuwamy je domownikom argumentując, że mają wszystko zjeść,  bo to dla nich tyle się męczyliśmy. No i jemy, i jemy…. bo wszystko jest pyszne i smakowite oraz mamy świadomość,  że następne takie pyszności będą za rok…. to też objadamy się nimi  na zapas..:))

Co z tą wagą…

      A potem obwiniamy wagę, że się zepsuła. Ubrania też  jakieś ciasnawe się zrobiły…:))  Naraz zdajemy sobie sprawę, że Sylwester tuż, tuż, to szybko nurkujemy do oceanu internetu i szukamy diety, która sprawi, że w ciągu kilku dni będziemy wyglądali jak modele i modelki na wybiegu..:))

     Prawie każdy, po świętach, przechodzi podobne dylematy. Stąd też bum na siłownie, bieganie, kluby fitness i inne miejsca, gdzie można zrzucić trochę tego, co się na święta przybrało. Na tyle dobrze, że tych świątecznych kilogramów, można się dość szybko pozbyć. Gdyż są one  bardziej związane z zatrzymaniem wody i zwolnioną przemianą materii. Nasz organizm po prostu zgłupiał od nadmiaru smaków oraz od ponadprzeciętnej ilości jedzenia. Jednak jest na tyle mądry, że jak znowu wrócimy do zdrowego jedzenia oraz dodatkowego ruchu, on sobie świetnie poradzi z przywróceniem naszej wagi sprzed świąt.

Nadmiar cegiełek…

     Nieco gorzej jest z osobami, które na co dzień unikają ruchu i zdrowego odżywiania. Wtedy  każde święta, oraz  niefrasobliwość codziennych dni, dokładają tylko nowych cegiełek. A nas stopniowo przybywa i coraz trudniej tego nadmiaru się pozbyć. W takim wypadku, jeżeli tylko nam zależy na zmianie, to musimy uzbroić się w cierpliwość.  Włożyć sporo wysiłku w nasze starania oraz narzucić sobie sporo dyscypliny. Wtedy uda nam się wkroczyć na nową ścieżkę, na której będziemy stopniowo odrzucać nadmiar  cegiełek, które do nas przylgnęły. A gdy w swoich staraniach, będziemy mieli wsparcie bliskich, to ta ciężka praca będzie dużo łatwiejsza, a i efekty ukażą się dużo szybciej.

A jak u mnie…

      W moim przypadku, to jest tak, że popadam w skrajności. Raz jestem na etapie właściwego odżywiania i dodatkowego ruchu. Wtedy moja sylwetka zaczyna odzwierciedlać moje oczekiwania. Ale wystarczy, że podpadnę w takie świąteczne objadanie i lenistwo ruchowe, to cegiełki wracają..:((

    Wtedy jest mi bardzo ciężko zmobilizować się aby ponownie wrócić na właściwe tory.  Przesuwam swoje postanowienia dotyczące zmian, ciągle sobie mówiąc, że zacznę od JUTRA…:)) A, że teoretycznie nie ma jutra, bo zawsze mamy DZIŚ, więc mogę tak ciągnąc i ciągnąć..:))

      Doskonale zdaję sobie sprawę, że i tym razem tak będzie. Chociaż zaczynam widzieć światełko w tunelu, gdyż przynajmniej w głowie zaczynam układać plan, jak w kilku krokach dojść do swojej ulubionej sylwetki….:)) Jak będę miała go dopracowany, to się z Wami podzielę..;))

     Plan, planem a ja jeszcze myszkuję i podjadam moje ulubione smakołyki, które zostały. W szczególności kruche ciasteczka oraz cukierki.

      Mówię na nie „Krokanty ” i kupujemy je w Niemczech. Pokazują się w sklepach tylko w okresie przedświątecznym, dlatego też, ich smak zawsze kojarzy mi się ze świętami..:))

     Więc jak zjem wszystkie moje smakołyki, to mnie już nic nie będzie kusiło i spokojnie będę mogła wrócić na właściwe tory..:))

 

 

Zostaw odpowiedź

%d bloggers like this: