Trzeci rok blogowania…

blogowanie

Trzeci rok blogowania… przeszło miesiąc temu minął trzeci rok jak jestem blogerką. Mój pierwszy wpis pojawił się 19 lipca 2016 roku. Jak sobie przypomnę moje pierwsze kroki, to od razu nasuwają się te wszystkie emocje, jakie mną w tamtym czasie targały.

Chciałabym, a boję się…!!!

Myślałam  wtedy sobie… Chciałabym, a boję się…!!!! 

kolejne myśli to:

  • Co Ty wyprawiasz… na stare lata bloga Ci się zachciało…!!
  • Przecież Ty pisać nie umiesz…!!
  • Nie wiesz jak zdjęcie umieścić w mailu, a co dopiero na stronie..!!
  • Nie potrafisz poradzić sobie,  jak Ci się Word zawiesi, a na WordPress się pchasz..!!!.
  • O czym Ty w ogóle będziesz pisać…?!?!

Tych myśli było tysiące,  co jedna, to bardziej blokująca i tworząca lęk przed nieznanym. Przymiarki robiłam od maja 2016 roku. Ostatecznie powiedziałam, a co mi tam, zaczynamy..!!!.  Zaczęłam ignorować te podszepty zniechęcenia, które ciągle generował mój mózg, powiedziałam do niego… Ty sobie myśl co chcesz, a ja i tak zrobię po swojemu… 🙂 🙂

Na początku od strony technicznej pomagał mi brat, ale z czasem moje umiejętności dorównały jego. A  nawet potrafię ciut więcej, bo już teraz, sama tworzę strony internetowe, nie tylko dla siebie, ale również dla innych… 🙂 🙂

Blogowanie… pierwsze koty za płoty…

Pierwsze dwa wpisy nawiązują do sytuacji, która zaprowadziła mnie na ścieżkę blogowania. Blogowanie było dla mnie na początku formą terapii, ale z czasem wciągało coraz bardziej. Dzieliłam się miejscami, które zwiedzałam, wrzucałam szybkie przepisy, bo nie przepadam za gotowaniem. Z czasem stworzyłam wiele kategorii nawiązujących do rożnych tematów. Różnorodność wiąże się z tym, że jestem niczym Motyl, który szukając inspiracji przemieszcza się z miejsca, na miejsce… 🙂 🙂

Stworzyłam  między innymi kategorie: Myśl pozytywnie...  Czas na zmiany… Nasze zdrowie… oraz inne. Ostatecznie każdy znajdzie coś dla siebie. Myślą przewodnia bloga jest to, że z każdej sytuacji jest wyjście. Bez względu na to, jak straszne w danej chwili to wygląda. Osobiście przekonałam się, że można wyjść nawet z najbardziej niekomfortowej sytuacji mimo, że nieraz trwa to, bardzo długo.

Moje wpisy opierają się na moich  doświadczeniach i odczuciach. Ja wieczna optymistka, widząca zawsze świat w różowych okularach, przeszło cztery lata temu dostałam taką lekcję od życia, że dnia na dzień światło optymizmu zgasło jak świeczka. Bez tego płomienia, nie byłam sobą. Źle się z tym czułam, ale nie potrafiłam wydostać się na powierzchnię, aby ponownie zapalić tę świeczkę.

Któregoś dnia postanowiłam odciąć się od tego, co było i ruszyć do przodu.  Mimo, że lęki oraz bariery jakie się we mnie pojawiły, próbowały mnie na każdym kroku hamować. Do tej pory czuję lęk przed nowym, ale próbuję nad nim pracować i go pokonywać.

Mam swoją tajną broń, a jest nią… UŚMIECH, z którym zawsze ruszam do działania… 🙂 🙂

Poczucie docenienie…!!!

Zaczynając pisać bloga, nawet w najśmielszych marzeniach, nie przeszło mi przez głowę, że mój blog będzie miał stałych czytelników, za co Wam Kochani serdecznie dziękuję !!!.  A ponadto, że zostanie on zauważany przez media ogólnopolskie – prasę i telewizję. Zainteresowanych moimi medialnymi podbojami zapraszam TUTAJ.

Z czasem pojawiły się propozycje od reklamodawców, ale zawsze bardzo dokładnie je wybierałam. Często zdarzało mi się, że pisałam o czymś, że nawet dana firma nie miała zielonego pojęcia, iż mimo chodem reklamuję ich produkt czy usługę. Zawsze, gdy zdecyduję się już na wpis reklamowy, to pisze o tym, co mnie zaintryguje i jest zgodne z moimi zainteresowaniami.

Ja się zmieniam… a blog wraz ze mną…

Moja świeczka optymizmu znowu świeci jasnym światłem. Gdy przychodzi nowy pomysł, to rozpala się do czerwoności i zapala mnie do działania. Po tych kilku latach, mogę z całą stanowczością potwierdzić, że zasada, którą od zawsze wyznaję, jest jak najbardziej prawdziwa…

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło…!!!

I tego się trzeba trzymać, gdyż nawet po najgorszej burzy,  zawsze zaświeci słońce… 🙂 🙂

Moje nowe projekty…

Mam coraz więcej pomysłów. Jak już wcześniej wspomniałam tworzę strony internetowe. Lubię to robić, bo do każdego projektu podchodzę indywidualnie. Tworzenie stron, przypomina mi projektowanie wnętrz, które zawsze było moją pasją.

Ostatnio jednak, staram się postawić na priorytety. Przecież, nie można wszystkich srok łapać za ogon… :). Jednym z nich jest mój najnowszy projekt biznesowy, dzięki któremu dużo się uczę, poznaję fantastycznych ludzi, a co najważniejsze pokonuję jeszcze tkwiące we mnie lęki i bariery. Ale o tym projekcie znacznie więcej napiszę w kolejnym wpisie.

Jedną z intencji bloga było to, aby na swoim przykładzie, pokazać innym, że nawet z najtrudniejszych sytuacji, jest zawsze wyjście. Trzeba tylko pokonać obezwładniający nas lęk i małymi kroczkami ruszyć do przodu.

Moja grupa wsparcia…

Doszłam do tego, że sam blog, jak również  jego strona na FB, nie daje możliwości aby stworzyć przytulną atmosferę, sprzyjającą wymianie własnych spostrzeżeń, dyskusji, wzajemnego wsparcia czy też wspólnej nauki. Profil osobisty, jak również strony firmowe nie zapewniają tej przytulności i poczucia więzi. Ten problem został zauważony przez Wielkiego Brata Facebooka, dlatego też kilka lat temu, stworzył możliwość prowadzenia grup. Dzięki grupom można wspólnie realizować swoje cele, wspierać się, pokonywać swoje lęki oraz bariery, jak również wspólnie pośmiać się i pożartować… 🙂 🙂

I właśnie z taką myślą stworzyłam grupę, dzięki której, chciałabym razem z Wami pokonywać nasze lęki i bariery, a naszą bronią będzie wzajemne wsparcie oraz UŚMIECH, który będzie popychał nas do działania.

Grupa dopiero powstaje i będzie mi niezmiernie miło, jak zechcesz do niej dołączyć…:)

Jeśli czujesz, że to coś dla Ciebie, to serdecznie zapraszam, a grupę nazwałam:

Pokonaj lęk… uśmiechnij się… i działaj..!!

Blogowanie

 

Natomiast aby śledzić na bieżąco, wszystko to, co się dzieje na blogu, zapraszam do polubienia jego Fan-Page na FB.  Strona nosi tę samą nazwę, co blog –  Viollet.

 

 

 

Nowa odsłona…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: